Opublikowano Dodaj komentarz

Jak czyta świat: od islandzkiej powodzi książek, przez web novels, aż po lekturę przy skręcaniu cygar

Myślisz, że książkowe wyzwania na Facebooku i nominowanie innych do czytania to maksimum kreatywności w tym obszarze? Otóż nie. Nie samymi mediami społecznościowymi człowiek żyje i nie tylko one sprawiają, że książkowa „górka wstydu” na nocnej szafce rośnie. Sposoby czytania książek bywają zaskakujące. Czasem zależą od kraju, czasem od epoki, ale z pewnością warto się nimi inspirować także dziś!


Jólabókaflóð – islandzka powódź książek na święta

W pewnym wieku (nie będziemy już może precyzować, w jakim), gdy pod choinką znajdzie się dobra książka (lub 10), ciepłe skarpety i kubek na gorącą czekoladę, to naprawdę więcej, niż można sobie wymarzyć. Islandzka nazwa tego zjawiska może nie jest łatwa do wymówienia, ale za to oznacza same miłe rzeczy.

W okresie Bożego Narodzenia na rynku pojawia się wiele nowych publikacji, popyt na nie rośnie, a większość z nich trafia właśnie pod choinkę. Co więcej, już w listopadzie Islandczycy dostają katalogi od wydawców, by mogli zaplanować, jakie tytuły wybiorą dla swoich bliskich.

I choć cała otoczka brzmi bardzo przytulnie, geneza tej tradycji jest nieco mniej radosna – w czasie II wojny światowej to właśnie książki były jednym z tańszych prezentów.

Do dziś Islandia jest jednym z krajów, w których wydaje się najwięcej książek per capita (na mieszkańca), a duży odsetek mieszkańców tego regionu może się pochwalić, że sam coś wydał.

Skarpetki Pożeram Książki


Tachiyomi – kolejny powód, dla którego będę zbierać na bilet do Japonii

Czytanie w transporcie publicznym w Japonii wynika z kultury szacunku i ciszy (brak głośnych rozmów przez telefon). U nas, by poczuć ten klimat, musisz mieć przy sobie nie tylko książkę, ale też bilet w strefie ciszy w Pendolino – a i to nie daje gwarancji spokoju.

Samo zjawisko czytania przez Japończyków w drodze do pracy nie ma jednej konkretnej nazwy, choć często mówi się o tachiyomi – czyli czytaniu na stojąco (np. w księgarniach lub w metrze). Z kolei tsundoku to ichniejsza „kupka wstydu”, czyli stos książek kupionych z myślą o przeczytaniu… kiedyś.

Japończycy czytają książki, czytają mangi, czytają e-booki, a prywatność naprawdę osiąga tu wyższy level – w księgarniach można kupić okładki na tradycyjne wydania, dzięki czemu współpasażerowie nie będą nawet wiedzieli, w jakiej lekturze jesteśmy zanurzeni.

Chińskie web novels

Pamiętacie, jak „Lalka” była publikowana w odcinkach i na każdy kolejny trzeba było czekać, aż ukaże się następny numer „Kuriera Codziennego”? Raczej nie – chyba że ktoś z Was ma około 140 lat. Ale faktycznie, pod koniec XIX wieku często dotrwanie do pełnego wydania książkowego wymagało sporo cierpliwości.

Chińczycy wdrożyli zdigitalizowaną wersję powieści w odcinkach i zamienili ją w prawdziwy kulturowy fenomen. W kraju, w którym cenzura ma znaczący wpływ na kształt i proces wydawania książek w formie tradycyjnej, okazało się to wyjątkowo popularną alternatywą.

Dla niektórych twórców stało się to pełnoetatową karierą zapewniającą naprawdę solidne zarobki. I tak na przykład Tang Jia San Shao – autor publikujący w sieci – w 2012 r. znalazł się na liście najbogatszych pisarzy literatury internetowej w Chinach. W 2024 r. ogłosił przerwę w karierze z powodu wypalenia. Szczerze mówiąc, mając na koncie tyle milionów juanów, zrobiłabym chyba dokładnie to samo.

Co ciekawe, czytelnicy web novels często mają wpływ na ich fabułę. Za dostęp do kolejnych odcinków płacą m.in. poprzez subskrypcje, a pisarze są oceniani przez liczbę wyświetleń, komentarze czy napiwki od czytelników.
Jeśli chodzi o tłumaczenia, pojawiła się pokusa, by zajęło się tym AI, ale takie przekłady są często krytykowane za niską jakość. Wciąż okazuje się, że translacje dokonywane przez prawdziwe osoby wypadają znacznie lepiej.

Kuba – lektura jak wulkan gorąca

Wyobraź sobie, że przychodzisz do pracy i nie ma, że Spotify, nie ma, że w tle gra Ci kolejna drama na YouTube. Jest XIX wiek, a do Twoich głównych zadań należy ręczne zawijanie cygar na Kubie.

Do tego jeszcze musisz dorzucić drobną kwotę na lektora, który zasiądzie na środku hali i będzie czytał na głos wszystkim, którzy siedzą i „zawijają w te sreberka”. Być może to umilenie żmudnej pracy cieszyło się szczególnym powodzeniem, bo to robotnicy wybierali czytane treści – i to całkiem demokratycznie, bo głosując.
Dla nich ta demokracja miała z pewnością same plusy. Dla właścicieli fabryk już niekoniecznie.

I tak na przykład historia „Hrabiego Monte Christo” była jednym z najbardziej znanych przykładów wpływu lektorów na kulturę robotniczą. Opowieść o niesprawiedliwości, walce i odzyskaniu godności nie tyle studziła nastroje, co raczej zwracała uwagę na wyzysk ze strony właścicieli.

Popularność powieści była tak duża, że robotnicy zaczęli nazywać jedną z produkowanych marek cygar Montecristo – do dziś jedną z najbardziej znanych na świecie.

Sprawdziłam – w tej cenie można kupić książkę. A czasem nawet dwie. Nie ma co sobie psuć zdrowia, nawet jeśli stoi za tym taka porywająca historia.

Chcecie więcej takich historii? Kiedy, jak i gdzie ludzie czytali (albo wciąż czytają)?
Zaglądajcie do nas częściej – wkrótce pojawi się ich więcej. 📚

Bluza z hasłem I put my book down to be here
Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *