Opublikowano Dodaj komentarz

Za życia się nie znosili, będą razem na wieczność. Czy Mickiewicz i Słowacki faktycznie byli aż takimi wrogami?

Konflikt między Adamem Mickiewiczem a Juliuszem Słowackim bywa określany jako pierwszy „beef” w historii Polski. Spór dwóch wieszczów od lat analizują poważni badacze literatury, ale równie chętnie sięgają po niego twórcy żartów. Na ile mamy tu do czynienia z rozbudowaną anegdotą, a na ile z rzeczywistym antagonizmem?

Równo sto lat temu nad konfliktem naszych wieszczów narodowych pochylił się historyk literatury, Manfred Kridl. Zwracał on uwagę, że ich relację otacza wiele domysłów i plotek, dlatego w swojej pracy chciał się skupić przede wszystkim na wpływie twórczości Mickiewicza na dzieła Słowackiego. Nie odmawiał jednak czytelnikom „smaczków” o słynnym sporze – część z nich mimo wszystko przemycał.

Słowacki naśladuje, Słowacki atakuje

Już od pierwszych stron analizy „Antagonizm wieszczów: rzecz o stosunku Słowackiego do Mickiewicza” widać, że jej autor zdecydowanie stoi po stronie Mickiewicza. Kridl pisze, że mówić można nie tylko o wpływie twórczości Mickiewicza na Słowackiego (co naturalnie wynika z jedenastoletniej różnicy wieku), ale też o konflikcie Słowackiego z Mickiewiczem (nie odwrotnie), ponieważ reakcja drugiej strony była obojętna, oparta raczej na wymownym milczeniu niż na polemikach.

Kridl odnosi się również do bardzo wczesnych różnic między poetami. Mickiewicz miał według niego zdrowe, przeciętne, można by rzec „normalne” dzieciństwo i kontakty z rówieśnikami. Słowacki natomiast dorastał w domu z nerwowym ojcem i histeryczną matką, a jego szkolne i studenckie życie, pozbawione aspektów społecznych, naznaczone było izolacją i samotnością. Te kontrasty z czasem tylko się pogłębiały, wpływając na ich światopoglądy i podejście do twórczości.

Różnicą, którą często się podkreśla (poza oczywiście podejściem do duchowości), jest także ich stosunek do wybuchu powstania listopadowego. Mickiewicz nie brał w nim czynnego udziału, co budziło w nim późniejsze wyrzuty sumienia, ale stał się duchowym przywódcą narodu, choć działającym na emigracji. Słowacki zaś był wtedy bardziej skupiony na własnych przeżyciach, nie angażował się czynnie w działalność spiskową i wyjechał z misją dyplomatyczną do Londynu, co część współczesnych uznała za formę ucieczki.


Spojrzenie po latach

Słynny konflikt, widziany z dłuższej perspektywy czasowej, analizuje badaczka Magdalena Bąk. Zwraca uwagę, że starszy kolega po fachu musiał imponować autorowi „Kordiana”, ale jednocześnie budził w nim ambiwalentne uczucia. To dlatego Słowacki pozwalał sobie na złośliwości wobec rodaka, krytykując jego niedbałość o strój (tak kontrastującą z własną dbałością o wygląd), czy nieumiejętność „zjednywania sobie sympatii” u kobiet.
W listach do matki oceniał twórczość rywala nawet zanim zdążył się z nią zapoznać (tak jak w przypadku III części „Dziadów”). A jednak i tu widać jego wewnętrzny dualizm, bo „Pana Tadeusza” nazwał już „bardzo pięknym poematem”.

Jedno wydaje się bardzo prawdopodobne: Słowacki mógł obawiać się, że literacki wpływ Mickiewicza na jego dzieła będzie zbyt widoczny. Dlatego starał się odróżniać od wieszcza nie tylko twórczo, lecz także stylem życia. Sam Mickiewicz mógł stresować się konkurencją i tym, że jego rywal przejawiał faktyczny talent.
Ten dualizm widać było także w trakcie spotkania zorganizowanego na cześć Mickiewicza 25 grudnia 1840 roku przez Eustachego Januszkiewicza, polskiego pisarza, wydawcę i księgarza. Wśród około czterdziestu gości (kto wie, może nawet czterdziestu czterech!) znalazł się również Słowacki, który wygłosił improwizowane przemówienie.
Według relacji (skądinąd raczej mocno nietrzeźwych biesiadników) miał mówić niezwykle pięknie, ale w jego słowach słychać było ambiwalencję: podziw i miłość mieszały się z zazdrością. Mickiewicz odpowiedział z wielką weną i – jak mówią przekazy – spotkanie zakończyło się ostatecznie w atmosferze życzliwości.



Nawet śmierć ich nie rozłączy

Czy zatem konflikt był tak silny, jak chciała to widzieć tradycja? W 1909 roku poeta Maciej Szukiewicz napisał:
Z formalnych zatem względów niema nie przemożnej przeszkody pochowania Słowackiego w katedrze krakowskiej. Za to są względy natury nierównie głębszej, dla których Słowacki może leżeć wszędzie, choćby pod gruszą w szczerym polu, tylko nie tam obok Mickiewicza.

(…) W mojem osobistem odczuciu (…) pochowanie obu w tych samych murach, pod tą samą posadzką, byłoby jakimś nietaktem, więcej nawet — brutalną wprost niedelikatnością.

Każdy, kto odwiedził kryptę wieszczów na Wawelu, wie, że nikt nie posłuchał tej rady. Mickiewicz i Słowacki spoczywają dziś bardzo blisko siebie. Bliżej mogłaby ich połączyć tylko jedna trumna lub wspólna urna.
Czy zatem były między nimi rzeczywiście aż takie animozje? A może skala konfliktu była sztucznie podkręcana przez dziesięciolecia, najpierw przez im współczesnych, a dziś przez „memiarzy”? Odpowiedź nie jest jednoznaczna. Ale jak to często bywa z wielkimi postaciami, legenda żyje własnym życiem, nierzadko barwniejszym niż rzeczywistość!
Bibliografia:

  1. Magdalena Bąk: Twórczy lęk Słowackiego. Antagonizm wieszczów po latach, 2013.
  2. Marek Kępa: The Pen or… the Pen? A Brief History of Polish Literary Beefs, dostęp: 30.11.2025.
  3. Manfred Kridl: Antagonizm wieszczów: rzecz o stosunku Słowackiego do Mickiewicza, 1925.
  4. Maciej Szukiewcz: Jakim powinien być grób i pogrzeb Słowackiego?, 1909.

Przygotowała Zuzanna Pęksa

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *